Życie w pokorze wobec życiowej sezonowości

Truskawki zimą? Przetwory latem? Nie dla mnie…
Uwielbiam czekać na ukochane warzywa, owoce i dania do czasu, kiedy smakują najlepiej.
Wtedy delektować się nimi w najprostszej formie, ale też zamykać ten smak w słoikach na
chłodne zimowe dni.
Podobnie mam z trybem życia. Moja aktywność zawodowa podlega przyspieszeniom i
wyhamowaniom w zależności od pory roku, pory dnia i przede wszystkim, etapu rozwoju
mojej rodziny. Pamiętam nagły stop po zajściu w pierwszą ciążę i poporodowy, niezgodny z
moimi prawdziwymi potrzebami, pęd do aktywności zawodowych. Mój syn skutecznie
skonfrontował mnie ze swoimi (ale również z moimi) potrzebami i zapoznał od podszewki z
najgłębszymi poziomami rodzicielstwa bliskości.
Przyspieszenie zawodowe odnotowałam, jak Jasiek zbliżał się do trzeciego roku życia. I wtedy
zaszłam w kolejną ciążę. Ciało nie dawało mi jeszcze sygnałów do zwolnienia, więc wspięłam
się na wyżyny operatywności i zapełniłam swój kalendarz po brzegi aktywnościami
zawodowymi, szkoleniami, projektami- jakby na zapas.
Kolejny mały człowiek dał mi jednak wyraźny sygnał- odpocznij. Moje funkcje poznawcze
zwalniają, poziom energii około południa leci na łeb, na szyję, rzadko zdarza mi się nie zasnąć
przy usypianiu syna (kocham ten nasz rytuał). Trudno było mi pogodzić się z tym, że na jakiś
czas lepiej odstawić fachową literaturę psychologiczną na rzecz lekkiej beletrystyki, poczucie
winy budziło (zapomniane od poprzedniej ciąży) wgapianie się w średnich lotów seriale.
Tęsknię za Juulem, wiecznym porządkowaniem notatek ze szkoleń i superwizji,
realizowaniem wciąż nowych inicjatyw w Family Center. I osadzam się w nowym trybie-
odkurzam domową uważność, zatapiam się w towarzyszeniu synowi w ratowaniu świata ze
strażakiem Samem, doceniam czas z psami (które niektórzy śmią nazywać starymi). Robię
przegląd rzeczy, które zgromadziliśmy w ostatnim czasie, decyduję, które zostaną z nami na
nowym etapie.
Trenuję się w pokorze wobec życiowej sezonowości, temperuję swoje ambicje, weryfikuję
plany. Zbliżam się do etapu, w którym spojrzę na siebie z lotu ptaka. A później wyląduję,
przygotuję się do startu i ruszę z kopyta ze skumulowaną energią.
Tuż przed zajściem w ciążę wróciłam do treningów siłowych i biegania. Ciąża jest w moim
przypadku przeciwwskazaniem do biegania i ciężko było mi się pogodzić z tą stratą.
– Nie martw się- próbował pocieszyć mnie mąż- to tylko trzy lata…
To tylko trzy lata zawodowego slow i domowego speeda. Kolejne trzy lata wzbogacania
swoich terapeutycznych zasobów- ćwiczenia empatii, łapania dystansu i traktowania
każdego (również tego najmniejszego) człowieka jako godnego szacunku eksperta od swoich
potrzeb.

Tagi: , , , , , , , , ,